Droga ku wolności usłana jest upadkami

Dlaczego wracamy do starych,złych nawyków? O upadkach na drodze uwolnienia od nałogu

Nie wiem czy jest na tym świecie osoba, której udało się zerwać z nałogiem ot tak, siłą woli. Postanowiła skończyć ze szkodliwym nawykiem i od razu zaczęła nowy etap w swoim życiu. Kusiło jak diabli, ale wiedziała, ze nie może sobie pozwolić na upadek i dała radę.

Ja należę do tej zdecydowanej chyba większości, która upadała nie raz, dwa, a dziesiątki razy. Tę grupę ludzi możemy jednak podzielić na tych, którzy sobie odpuszczają oraz uparciuchów, wytrwale powstających po każdej porażce. Co chwilę padają, poprawy prawie nie widać, ale się nie poddają.

Upadaj ile trzeba. Najważniejsze żebyś powstawał za każdym razem

O taką właśnie postawę, moim skromnym zdaniem, chodzi w walce z nałogami. Nie musi się udać za pierwszym razem. Ba, małe szanse, że się tak poszczęści. Nałogi, złe nawyki utrwalamy czasami przez lata a chcielibyśmy odwrócić się od nich za jednym zamachem, jednym silnym postanowieniem?

Nie. Jak to często w życiu bywa, nie chodzi o perfekcję totalną. Zdrowszym dla naszej psychiki jest postawa nieustannego doskonalenia się. Nie muszę być bezbłędny, ale postaram się być coraz lepszy. Tylko i aż tyle każdy z nas może sobie postanowić.

Przypominam wam tę oczywistą chyba sprawę nie bez powodu. Piszę te słowa również dla siebie ponieważ dopiero co podniosłem się z mojego kolejnego upadku. Tak, tak, znowu zanerdziłem i zmarnowałem resztę urlopu grając godzinami w głupie internetowe gierki.

Nie będę wdawał się tutaj w szczegóły. Tylko kilka krótkich spostrzeżeń, refleksji na temat tego , dlaczego znowu padłem. A nóż widelec komuś się przyda i da do myślenia.

Dlaczego znowu zacząłem grać?

Po pierwsze, paradoksalnie, z powodu przepracowania.Rzuciłem się w wir nowych aktywności, biegałem aż do rozchorowania się, całymi dniami zgłębiałem morze tematów związanych z prowadzeniem bloga. W końcu się przepaliłem. Nadal średnio mi wychodzi przeplatanie pracy, nauki innymi aktywnościami, chociażby tylko po to, aby oderwać się na chwilę od biurka. Jak już załapię bakcyla to pracuję do upadłego, chyba że szczęśliwie projekt się wcześniej skończy. Niestety to słaba metoda gdy w grę wchodzą długofalowe, czasami wręcz rozłożone na miesiące czy lata zmiany. A tak jest przecież w walce ze złymi lub wyrabianiu nowych, dobrych nawyków.

Zdrowe, sensownie rozłożone w ciągu całego dnia chwile odpoczynku, oderwania się od pracy, rutynowych obowiązków to także sztuka.

Po drugie. Brak planu. Jest to ściśle związane z wcześniejszym problemem. Bez sensownego rozłożenia zadań w ciągu dnia jesteśmy narażeni z wielu stron. W najgorszym wypadku będziemy się zajmować wszystkim, czyli niczym. Będziemy skakać od zajęcia do zajęcia, wykonywać je po łebkach, odsuwać w nieskończoność zadania, które nie za bardzo nam się uśmiechają. Drugą skrajnością jest wspomniane wcześniej przepracowanie, rzucenie się bez opamiętania w wir jednego zadania. Cały problem polega na tym, że może być to wygodna ucieczka od tych mniej ciekawych, ale również koniecznych do wykonania spraw. Kojarzycie wielkie sprzątanie całego domu w czasie sesji egzaminacyjnych? Na końcu należy wspomnieć o motywacji: nic tak nie zniechęca jak uświadomienie sobie, że znowu nie udało się wykonać tych wszystkich zadań, które czekają już od dłuższego czasu.

Po trzecie. Niesprzyjające otoczenie, warunki. Trudno jest trzymać się swoich postanowień  jeśli zewnętrzne warunki skutecznie uniemożliwiają lub odciągają od naszych zadań. W moim przypadku chodziło o brak sensownego zajęcia w urlopowe wieczory oraz o deszczowe dni uniemożliwiające bieganie.

Tak, tak, wiem- dla chcącego nic trudnego. Przypominam jednak, że mówię z perspektywy osoby, która próbuje zerwać ze złymi nawykami. Dla niej nie problem z igły zrobić widły, każda wymówka wydaje się dobra. A gdy już człowiek siedzi tak w domu w ten deszczowy dzień i gapi się w monitor, zmęczony, znudzony, łatwiej ulec staremu nałogowi.

Wytrzymałem ponad 3 miesiące. Nie odpaliłem żadnej ze starych gier, pomimo że nadal leżą sobie zainstalowane na komputerze.  Poległem przy prostych flaszowych gierkach na przeglądarce. Po prostu nie miałem nic konkretnego do roboty, byłem zmęczony i tak dla relaksu sobie odpaliłem. I mnie zassało na wiele godzin. Nie wiem czy śmiać się, czy płakać. Szczęście w nieszczęściu, że już się odrywam i wracam na stare tory. Zapisałem się na maraton więc chęci do treningów są. Trochę gorzej z pogodą i czasem na nie. Ale jakoś dam radę.

Ten krótki artykuł tak trochę na rozruszanie, aby wrócić do systematycznego pisania oraz by samemu sobie i innym przypomnieć o dwóch zasadach: nie opuszczaj nigdy gardy, a jak już oberwiesz, to wstawaj i walcz dalej.

 

Dodaj komentarz