Quo vadis homine? Czy ktoś w ogóle jeszcze pyta?

Pytanie o sens życia człowieka

Quo vadis homine?

Czy ktoś w ogóle jeszcze pyta?

Miałem  zabrać się od rana za napisanie kolejnego artykuły związanego z uzależnieniami, ale Twitter podsunął mi smakowity kąsek. Anita Dudziak, autorka bloga Res Harmonica poinformowała o wstawieniu nowego filmiku na swojego vloga. Temat? Lewactwo vs konserwatyzm .
Szybko połknąłem haczyk. Nie chodziło mi jednak o obejrzenie kolejnego filmiku, który sądząc po temacie wydaje się podsycać niszczącego nasz kraj raka społecznego konfliktu. Nie, nie. Jako początkujący bloger zainteresowałem się tym, że Autorka podejmuje taki temat. Przecież wszędzie ostrzegają: Blogerze, nie pakuj się w politykę, unikaj tematów o religii! O co więc Koleżance chodzi? Jaki jest plan? Pewnie podstęp.

Chwytliwy tytuł prowadzi na szczęście do dużo poważniejszego, apolitycznego tematu. Zostałem więc i słuchałem dalej.
We wprowadzeniu Anita przypomina o konflikcie współczesnej myśli humanistycznej, przyprawionej marksistowskim odcięciem się od religii (materia i basta!), pod którą podkleja się tzw. lewactwo ze światopoglądem konserwatywnym (ciemnogród? mohery?– chcę być uczciwy więc staram sobie przypomnieć jakimi to epitetami bluzgają przeciwnicy).

Współczesny, wolny od religijnego zabobonu człowiek sam chce być sobie sterem i okrętem. Click To Tweet

Współczesny, wolny od religijnego zabobonu człowiek sam chce być sobie sterem i okrętem. Nie zauważa jednak, że brakuje mu żagli. Co więcej, w imię pełnej wolności odcina się nawet od fundamentów biologii. Jak bowiem opisać inaczej sytuację, gdy nawet płeć człowieka chcą nam niektórzy mędrcy ukazać jako coś, co można sobie wybrać, określić? Inne nadmuchane konflikty, którymi zaśmieca się nam umysły to chociażby kosmopolityzm vs. osadzenie w narodzie. Czarny lub biały. Musisz wybrać. Jak by nie dało się stanąć i żyć uczciwie pośrodku tych skrajności.

Autorka materiału ukazuje więc wizję współczesnego człowieka jako zagubionego, któremu brak solidnego osadzenia na czymkolwiek.

Na czym więc budować? Brak uwiązania do nieba, pod nogami trzęsawisko. Mamy przechlapane.
Na szczęście Anita nie pozostawia nas z nowiną o nieciekawym położeniu człowieka, pod którą sam się podpisuję.
Koleżanka twierdzi, że ucieczka w prawą, konserwatywną stronę, która uparcie obstaje przy niektórych niewygodnych dzisiaj wartości, też nie jest rozwiązaniem. Ze trzeba przejść na kolejny etap.
Ja tutaj się nie zgodzę, z całym szacunkiem do Koleżanki. Osobiście uważam, że wiara, religia ma akurat wystarczająco do zaoferowania w tej dziedzinie. Jako praktykujący, ciągle pogłębiający znajomość swej wiary katolik przypomnę, że w naszej religii chodzi o coś więcej, niż samą teorię, dogmaty i zespół zasad moralnych. Chodzi o szukanie żywej relacji z osobowym Bogiem na co dzień, czy jak kto woli: z Absolutem, z Transcendencją (pozdrowienia dla filozofów maści wszelakiej:). Ale to wyższa szkoła jazdy, nie chcę się o tym rozpisywać. Dla osób niewierzących ten akapit nie ma oczywiście najmniejszego sensu- więc pomińcie go proszę i czytajcie dalej.

Nie zgodzę się do końca z wypowiedziami o Kościele tylko jako instytucji, chociaż oczywiście nie ma się co oszukiwać, że wszystko jest idealnie. Nie chcę zaczynać wywodów na temat fundamentów jego nauczania. Także moralność chrześcijańską widzę jako jak najbardziej antropocentryczną, zakorzenioną w prawie naturalnym i skierowaną na dobro całego człowieka, a nie jakąś sztuczną protezę. To jednak kolejny temat.
Faktem jest, że dzisiejszy Kościół nie jest dla wielu niewzruszonym autorytetem, że duchowieństwo nie zawsze dociera ze swoim przesłaniem w gąszczu innych, światopoglądowych propozycji. Nie zwalnia to jednak osób wierzących od samodzielnych poszukiwań. Od zgłębiania swojej wiary ale także od szukania, zadawania sobie egzystencjalnych pytań.

Człowiek musi odkryć swoją prawdziwą tożsamość. Click To Tweet

I tutaj już zgadzam się z Autorką. Człowiek musi odkryć swoją prawdziwą tożsamość.
Chcesz głębokiej duchowości to musisz się napracować. Na pewno “oferta minimum” w postaci kościołka w niedziele i święta, zjedzenie karpia w wigilię i spowiedź raz w roku (żeby chociaż tyle), paciorek od czasu do czasu, sprawy nie załatwią. Uczciwy człowiek przeczuwa, że ta płytka duchowość, byle uciszyć własne sumienie, poczucia sensu w życiu nam nie da. Nie w samej religii, wierze leży więc problem, a w nas. W naszym osobistym zaangażowaniu w poszukiwanie prawdy w życiu- o nas samych, wszechświecie, ewentualnej wierze w istnienie jakiegoś Pierwszego Poruszyciela, Najwyższego Bytu.

Każdy człowiek musi samodzielnie szukać prawdy, przez całe życie.

Jako osoba wierząca wolę jednak zabrać w tę podróż pewien kompas, a nie błądzić po omacku i na nowo odkrywać to, o czym ludzkość wie już od stuleci.

Inna, bardzo ciekawa sprawa, o której Autorka wspomina, to fakt zaprzepaszczenia, zapomnienia o tych odkryciach. Już w starożytności odpowiedziano kompleksowo na najważniejsze pytania egzystencjalne człowieka, lecz kto o tym wie? Kto o tym przypomina?
Czasy się zmieniły. Tempo życia. Wmawia się nam, że do szczęścia potrzebujemy coraz to nowszych rzeczy. Zaśmieca głowy milionami zbędnych informacji i obrazów. Ale człowiek jest ten sam. Tak samo przeżywamy emocje, cierpimy, kochamy i boimy się w godzinie śmierci. Człowiek się nie zmienił. Jednakże sztuką jest w dzisiejszym świecie odnaleźć siebie samego i pozostać sobą. Potrzebujemy solidnych fundamentów aby się nie pogubić, aby przetrwać. Chcąc nie chcąc przypomina się tutaj ewangeliczna przypowieść o budowaniu na skale. Nie chcesz? Nie musisz wierzyć, że to Jezus Chrystus jest tą skałą. Przyznasz chyba jednak, że jakiegoś solidnego fundamentu potrzebujesz.

Musisz być owcą alfa a nie bezmyślnym barankiem. Click To Tweet

Nie wystarczy płytkie rozumienie świata i siebie samego. Nie wystarczy być barankiem, który na oślep idzie za pasterzami. Trzeba szukać, pytać do upadłego, solidnie i uczciwie poukładać sobie w głowie pewne sprawy. Być taką owcą alfa 😉 a nie bezmyślnym barankiem, który nie wie nawet o co chodzi, gdy pasterz od czasu do czasu coś tam do głowy stara się wpakować.

Trzeba więc szukać, zadawać niewygodne nawet pytania. Klasyczne, filozoficzne pytania o sens i cel życia człowieka na tym świecie.  Odpowiedzi na nie są według Anity Dudziak podstawą prawdziwej, głębokiej duchowości, niekoniecznie związanej z jakąkolwiek religią. Duchowości, która odsyła człowieka do jego fundamentalnego wzorca, którego dzisiaj coraz częściej się nie realizuje. Dlaczego? Bo zniekształcono naturę człowieka, jego wzorzec i ideał. Gubimy się w dzisiejszym hałasie i natłoku sprzecznych, często mało wartościowych odpowiedzi na te najważniejsze pytania. Według Autorki taka prawdziwa duchowość, głęboka świadomość samego siebie jest jedynym remedium na to, co się dzieje we współczesnym świecie.

Oczywiście jest jeszcze jeden haczyk. Bardzo ważny krok, o którym tak wielu zdaje się zapominać.

Przejście od myśli do czynu, od umysłu do serca. Musimy wprowadzać w życie tę duchowość. W naszą codzienność, w najprostsze gesty. Narzuca się tu słynne stwierdzenie o wierzących- niepraktykujących. Jeśli prawdziwie w coś wierzysz, masz zespół przekonań z którymi silnie się identyfikujesz, nie ma opcji, że nie będzie się to przekładać na Twoje codzienne życie. Inaczej jesteś tylko pozerem. W najlepszym wypadku sam siebie oszukujesz.

A Ty, drogi Czytelniku? Byłbyś w stanie tu i teraz wymienić podstawowe, kluczowe wartości, w które wierzysz i żyjesz nimi na co dzień? Kiedy ostatnio zastanawiałeś się nad tym, jaki jest ostateczny cel i sens Twojego życia? Masz już na to własną, solidnie przemyślaną odpowiedź, czy pozwalasz aby inni wmawiali Tobie, co jest Twoim celem, co dla Ciebie dobre?

Na koniec cytacik wyłowiony z Twittera, według mnie pasuje do tematu:

The trouble with life isn’t that there is no answer, it’s that there are so many answers.  Ruth Benedict

Zapisz

Zapisz

6 Replies to “Quo vadis homine? Czy ktoś w ogóle jeszcze pyta?”

  1. Leszku,

    Bardzo Ci dziękuję za uczciwą i ciekawą recenzję tego materiału 🙂 Bardzo mnie cieszy, że blogosfera to również miejsce, w którym możemy porozmawiać o głębszych i bardziej fundamentalnych tematach, gdyż współczesna “myśl ludzka” niestety dosyć przyciężkawa jest i ma trudności z oderwaniem się od zakresu częstotliwości “pudelka” (nie to, żebym sama nie czytała – wręcz przeciwnie, nie mniej lubię mentalnie rozciągać obraz świata również o inne, bardziej wymagające zakresy ;))

    Widzę, że zasadniczo punkt, w którym rozmijają się nasz stanowiska to odniesienie do samego KK. I to często jest kość niezgody między ludźmi – dlatego też słusznie zauważyłeś, że pewnie w blogosferze może to być tematem tabu. Nie mniej są to rzeczy istotne, o których trzeba nauczyć się rozmawiać.

    Podoba mi się to, że deklarujesz otwarcie, że jesteś praktykującym katolikiem i nie wstydzisz się tego. Szanuję to i poważam, choć sama praktykującą i wierzącą katoliczką nie jestem, choć w języku współczesnego (jeszcze 🙂 świata określiłabym się stanowczo jako praktykująca i wierząca chrześcijanka, która chrześcijaństwo traktuje szerzej i głębiej niż przewidują to potoczne definicje wiary i religii.

    Dlatego też ciężko mi określić swe stanowisko względem KK, gdyż jego rola w kontekście chrześcijaństwa nie jest jednoznaczna. To, co sprawia, że trzymam się od tej formacji na dystans to fakt (mój subiektywnie odczuty), że w KK nie ma pola pracy, w którym ludzie faktycznie mogliby wejść w misteria wewnętrznych, alchemicznych przemian, które realnie zmieniają ludzką naturę i dźwigają ją z upadku. Jak dla mnie KK nie dostarcza takiej wiedzy oraz interpretacji umożliwiających głębsze wejście te aspekty, wręcz zatrzymuje ich na pewnym, wygodnym dla siebie poziomie. Wiem o tym, że dla ludzi prawdziwie i głęboko poszukujących ta warstwa na której się KK utrzymuje może być zwyczajnie zbyt płytka. Dla mnie była.

    I chociaż KK stoi na straży moralności, to jest to głównie moralność oparta a strachu, wpajaniu winy, grzechu, wstydu. Oto narzędzia zapewniające rząd dusz. Jest jednak inna możliwość, z której ogólnie on niestety nie czerpie. Owo głębsze, uniwersalne dno, na które literalnie się powołuje, jednak …. praktyka tego jak dla mnie jest martwa. Rytuał, dogmat, tradycja, w miejsce żywej Prawdy i aktywnego Ducha Chrystusowego. Moim zdaniem, by być prawdziwym Sługą Bożym, trzeba Żyć z innego fundamentu niż dogmat, rytuał i tradycja. Jeśli się tego nie robi, przychodzi taki marksim z i zaskakującą łatwością łamie coś, co rzekomo ma korzenie w Żywej Prawdzie. Może więc te korzenie tego drzewa w międzyczasie niepostrzeżenie uschły, odżywcze soki przestały po tym drzewie krążyć, zachowując jednak swą pozorną, przysuszoną formę, co ów marksizm po prostu obnażył?

    Pytanie pojawia się takie: czy daje schronienie drzewo, które usycha i w którym prawie już nie krążą ożywcze soki? Gdyż dzisiejszy “zwrot na prawo” idzie wi kierunku drzewa praktycznie już martwego, na którym jeszcze wisi kilka zielonych listków, lecz które w zasadzie jest martwe. Czy drzewo to można ożywić? A może wyrośnie z niego nowe? – tu myślę otwiera się cała seria pytań, na które dopiero czas pokaże odpowiedź.

    Dzięki serdeczne i jeszcze raz pozdrawiam 🙂

    1. Wow. To się nazywa porządna odpowiedź. Rzeczywiście rozmijamy się w pewnych punktach dotyczących wizji KK, nie przeszkadza to na szczęście uczciwie szukać głębiej. Szczerze mówiąc uważałbym z tym zbyt szerokim traktowaniem chrześcijaństwa, bo może się okazać że to co uważasz, za głębszy, bardziej uduchowiony wymiar chrześcijaństwa jest już bardziej eklektyzmem światopoglądowym, bardziej idącym w stronę New Age o którym sama wspomniałaś. Ale- dopóki trzymasz się żywego Chrystusa, jestem spokojny. On jest dla mnie tym głębokim poziomem o którym mówisz- tyle że tutaj, szukająć osobowej relacji z Transcendencją no sorry, ale nikt cię tego nie nauczy i nie zwalałbym całej winy na struktury Kościoła. Ale to inny temat. Ostatecznie to Twoja sprawa, Twoja droga do szukania siebie, w żadnym wypadku nie oceniam. Uczciwie mówię, że gdzieś mi się czerwona lampka zapaliła;) Sama wiesz,że jest tu spore pole do popisu i można niejedną książkę napisać. Możliwe,że słyszałaś o ojcu Anthonym de Mello- też ciekawie szukał ziaren Prawdy w mądrości Dalekiego Wschodu. Bardzo ciekawy. “Przebudzenie” jest rewelacyjne. No ale trochę się zagalopował i Kongregacja Nauki Wiary czy jakaś tam mu pokiwała palcem,żeby za bardzo się nie rozpędzał. Też ciekawy wątek do dyskusji.
      Pozdrawiam serdecznie i jestem w stanie sobie wyobrazić, że nie raz jeszcze podyskutujemy;)

      1. Myślę, że zapędziłeś się w szary kąt, odchodząc jednocześnie od sedna dyskusji. Tu nie chodzi bowiem o to, czy Katolicyzm jest taki czy owaki. Tu chodzi o podejście do życia i polityki. Nie rozgrywa się to, wbrew pozorom między stroną konserwatywną (prawą) i wizjonerską (lewą) – co Anita zauważa po części w swoim filmie, nie tym jedynym zresztą jest masa innych bardzo wartościowych w których to porusza.

        Prawdziwa “walka” rozgrywa się zawsze na osi “przymus” – “wolność” i nie ma tu znaczenia, czy walczą o to lewi czy prawi. Radykalizm, czyli dążenie do “przymusów” (nakazów, zakazów) w społeczeństwie zawsze kończy się totalitaryzmem. Socjalizm, który już w założeniu jest systemem totalitarnym – ma oblicze zarówno konserwatywne jak i progresywne (wizjonerskie, lewackie). Obecnie mamy w Europie właśnie tą drugą odmianę, a Nazi-Niemcy są przykładem tego pierwszego.

        Tak więc rozmowy nt. tego, czy katolicyzm jest taki, czy owaki, są tu bez sensu. Są odchodzeniem od rdzenia tej tematyki. Są radykalizowaniem – nawet jeśli mamy inne intencje. Jakie bowiem ma znaczenie to, co kto o religii czy stylu życia myśli? Ano żadne!

        Jeśli Tobie dany styl odpowiada i dla Ciebie działa – super! Korzystaj. Problem zaczyna się gdy chcesz go narzucać innym. Gdy sądzisz, że inni będą szczęśliwi, jeśli się ich zmusi do jakiś zachowań. Gdy domagasz się, by siła polityczna coś na innych wymuszała. Podobnież jak dziś np. strona lewa wymusza na innych przyjmowanie i utrzymywanie uchodźców.

        Prawdziwa wolność jest możliwa tylko wtedy, gdy od życia naszego “sąsiada” bardziej interesuje nas nasze własne życie. Ale to – parafrazując moją ulubioną sentencję – trzeba mieć życie… (“Żeby być sobą – trzeba być kimś”). Trzeba się zająć sobą, a nie innymi. Bo prawda jest taka, że jeżeli Twój styl życia Ci nie przynosi pełnej satysfakcji, bo wkurza Cię ciągle, że inni też tak nie myślą/nie żyją – to problem jest w Twojej ideologii, a nie u innych ludzi. Widocznie ta ideologia nie sprzedaje się wszystkim. I nie zmieni tego wprowadzanie jej siłą polityczną.

        A tak niestety myśli większość ludzi. Powołam się jeszcze raz na przykład Cejrowskiego, totalną porażkę życiową, czy wielu wegetarian – którzy myślą, że ich szczęście zależy od tego, co będą robić i jak myśleć inni ludzie.

        Więcej na ten temat pisałam w artykule, więc nie będę wszystkiego tu umieszczać, jeśli chcesz zgłębić temat podaję linka: http://zyciepodpalmami.pl/2016/12/09/o-co-tak-naprawde-chodzi-w-polityce/ .

        Podsumowując – konflikt ZAWSZE rozgrywa się na osi “Przymus” – “Wolność”. Przymusem wprowadza się różne ideologie, wolność polega na tym, że idee (już nie ideologie wtedy) rozprzestrzeniają się same – bo są dobre i służą ludziom, a nie dlatego, że ktoś ich zmusza.

        Na koniec podam najprostszy przykład, żeby zrozumieć dlaczego ideologie i totalitaryzm nie działają ( i kończą się zawsze ludobójstwem):
        Czy gdyby Polska zabroniła katolicyzmu i katolickiego stylu życia – przestałbyś być nagle Katolikiem?

        No właśnie. Tak samo wegetarianin nie przestanie być wegetarianinem, mięsożerca mięsożercą, a homoseksualisa – homoseksualistą.
        Zakazy nie zmieniają ludzi. Utrudniają im tylko poszukiwanie szczęścia. ICH szczęścia.

        1. Wydaje mi się, że wiem o czym mówiła Anita, co było sednem jej materiału. Ja natomiast w swoim wpisie podkreśliłem, z czym się nie do końca zgadzam= bardzo dobrze wiem, że odszedłem od głównego tematu, podjąłem interesujący mnie wątek a nie chciałem wypunktować o czym mówiła Anita.
          O polityce nawet nie chcę mówić. Z każdej strony jest przymus, narzucanie i co najgorsze-brak przejrzystości, masa kłamstwa. Gubię się w tym i nie chcę zgrywać eksperta.
          Co do odwiecznego konfliktu “przymus”- “wolność” się zgadzam, ale to też temat rzeka.
          Co do katolicyzmu podobnie- tutaj też jest ta kwestia szukania prawdy “w wolności”, bez przymusu. Nie bo ktoś mi narzuca ale ponieważ sam szukam, chcę tej prawdy i sam, z własnej woli chcę tym żyć. Mnie to pasuje i wokół tej prawdy sam buduję swoje życie. Komuś nie pasuje? Nie ma problemu. Niech buduje życie na czym chce, jego sprawa. Ważne tylko, żeby i moją wolność, moje poglądy uszanował. Oczywiście nie wyklucza to konstruktywnej krytyki, szczerze szukającej prawdy a nie “dominacji” nad drugim, pokazania że ja wiem lepiej i “moja prawda jest prawdziwsza”.

          Twój artykuł już umieściłem na wierzchu tych do przeczytania. Z pewnością przeczytam, pewnie skomentuję;)
          Dziękuję za komentarz i pozdrawiam. Ach te palmy…;)

  2. Dziękuję za bardzo konstruktywną wymianę poglądów. Czytając, jakbym przeniosła się w inną rzeczywistość, czyli nowe ziarno zostało już zasiane. To cieszy. Niech wzrasta.

  3. Anita jest na pewnym etapie poszukiwań. To dobrze, że szuka. Podobnie jak ona też byłem na etapie ustalania światopoglądu. Koniec końców powróciłem do katolickich korzeni.
    Niechęć do nakazów i zakazów, pojęcia grzechu, winy i pokuty jest naturalna dla każdego bo każde z tych pojęć jest nieprzyjemne. Nie da się jednak tylko przyjemnie spędzić życia. To zmaganie się z przeciwnościami, poddawanie się nakazom i zakazom i walka z własnymi słabościami pozwala nam się rozwijać.
    Niechęć do Kościoła Katolickiego ma wiele przyczyn. Arogancja niektórych hierarchów kościelnych. Nadmierna skłonność do polityki. Skandale obyczajowe.
    Poza tym Kościół wymaga określonego zachowania, przestrzegania nakazów i zakazów.
    W końcu rzecz ostatnia: propaganda antykościelna środowisk pragnących przejąć “rząd dusz” obiecujących raja na ziemi.
    Należy również zauważyć, że władze kościelne zamiast skupić się na misji ewangelizacji próbują “ocieplić” wizerunek Kościoła wobec muzułmanów, Żydów, a ostatnio nawet wobec środowisk LGBT. Uważam taką politykę za błędną, nieskuteczną i szkodliwą dla Świata.

Dodaj komentarz